wtorek, 26 lipca 2011

Dawna myśl na nowy początek

Dobrze mieć miejsce, gdzie można odjąć próbę określenie siebie. Dziś mało kto może siebie jednoznacznie określić, choć prawie każdy obraził by się za połączenie go w jednym zdaniu z przymiotnikiem "nieokreślony". "ja nieokreślony?" piiiii- połączanie przerwane. Mam z resztą na myśli pokolenie młodych, tak powiedzmy- do trzydziestki. Starsze pokolenia żyły w trudniejszych czasach, ale na tym polu miały zadanie o niebo,          a może i nieba(bo niebo jest zbyt katolickie jak na nasze czasy, a i autorkę ugryzło w ucho) łatwiejsze. Można było stać albo tam gdzie stało ZOMO, no albo nie tam. Albo brać udział w strajku, albo nie brać. Można sobie było wiele myśleć, jak i dziś, ale w końcu trzeba było coś począć i ten czyn określał delikwenta- z tymi albo z tamtymi. I delikwent wiedział, a i jego otoczenie wiedziało przede wszystkim z kim to mamy przyjemność, albo nie.
Ale dla nas- młodych wywalczono w końcu możliwość mówienia "w Polsce jak kto chce". I z tym chceniem musimy sobie teraz radzić, zmagać się z tym nierzadko. Bo możliwość wyrobu to piękna rzecz, każdy ja kocha i każdy się nią cieszy. Tylko statystyczny człowiek, który jak wiadomo, w przyrodzie nie występuje bo i występować prawa nie ma, najbardziej nie lubi podejmowania decyzji. Nie lubi ani tych zupełnie wydawało by się prozaicznych- czarna/z mlekiem?sweter/marynarka?kot/pies?chłopaki/dziewczyny?, ani innych.
Ściera się więc w nas potrzeba bycia określonym, a tym samym silnym, nowoczesnym, no jednym słowem poważnym człowiekiem z pragnieniem ucieczki przed podejmowaniem decyzji. I tak dowleka się w czasie godzina postanowienia " I co z tym życiem?". Ale nie może się przecież odwlekać ze strachu! Sprolongowanie terminu powzięcia decyzji życiowych musi mieć na prawdę mocne uzasadnienie, odporne na zarzut strachu, wysuwany przez coraz cichszej kwilącą odwagę. Człowiek to istota rozumna, umiejąca się dostosować do nie takich przeciwności jak jakieś tam podszepty. Wypracowaliśmy więc coraz dłuższą drogę uzasadniająca odwlekanie. Moje pokolenie przechowa się o roczek dłużej w rejonowym gimnazjum, gdzie często nie trzeba nawet poznać innego piętra niż to, na którym rezydowaliśmy wcześniejsze sześć lat. Potem szybki ogólniak, technikum lub zamiennik w/w i tu zaczyna się prawdziwe pole do popisu. "Skąd osiemnastolatek ma wiedzieć co chce robić w życiu?" Przecież wszystkiego po troszku ze szwedzkiego stołu życia trzeba sobie chapnąć. Inżynieria chap- zbyt nieznana w smaku. Medycyna chap- za ciężko strawna. Prawo chap- niestrawne. Informatyka chap- za słaby kręgosłup żeby wysiedział tyle za tym biurkiem. Pedagogika chap- za słaby hart ducha żeby wytrzymać młodsze, coraz gorsze latorośle i tych rodziców idiotów, chyba najgłupszych przedstawicieli swojego pokolenia. PolitologioSocjologioHobbistycznaHumanistyka chap- mdło.
Tak więc powolutku próbujemy tu roczek, tam dwa. A może dwa kierunki na raz. Dziś bez dwóch papierków jest się przecież nikim. A nikt jest przecież kwintesencją nieokreślenia. A "nieokreślony" to przecież obelga. A obrażać nas przecież nie wolno, przede wszystkim my sami siebie obrazić byśmy nie mogli- to wbrew wszelkim zasadom zdrowego rozumu. Poza tym rozum trzeba rozwijać. Tu się coś zasłyszy, tam coś. Świat jest wielki i poznanie go wymaga czasu. Wymaga tez słuchania ale przecież jak się robi dziesięć rzeczy na raz to szczęściem jest chociaż zasłyszeć.
Bawimy się we własnym gronie w te zbiorową grę w stworzenie siebie i tworzymy nowe drogi odwlekające decyzję o dookreśleniu zawodowym, dookreśleniu uczuciowym, o przedłużeniu rodu, o życiu na poważnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz